A jak aktywa, B jak bank, C jak czek…

A jak aktywa, B jak bank, C jak czek…

Idea edukacji finansowej w szkole sięga w Polsce czasów I RP – już w 1773 r. Komisja Edukacji Narodowej zaleciła „Ćwiczyć dzieci w oszczędzaniu”. W 1924 r. swoją działalność rozpoczęły Szkolne Kasy Oszczędnościowe, które funkcjonują w szkołach do dzisiaj. Dlaczego więc, mimo tak wieloletniego doświadczenia, współczesne młode pokolenie nie umie gospodarować pieniędzmi?

Według badań przeprowadzonych na zlecenie NBP, w 2008 r. 40 proc. dzieci w wieku 9-12 lat nie rozumiało idei pożyczania pieniędzy w banku i związanej z tym konieczności zwrotu pożyczonej sumy, powiększonej o odsetki. Nie tylko „kredyt” jest abstrakcyjnym pojęciem dla tej grupy wiekowej – co czwarte dziecko nie potrafi wskazać, ani plusów, ani minusów związanych z przechowywaniem pieniędzy w banku. Najprościej byłoby obarczyć winą za ten stan szkołę, ale może warto zastanowić się, czy przypadkiem przyczyna nie leży głębiej – w naszym przeświadczeniu, że o pieniądzach z dziećmi się nie rozmawia.

W polskich rodzinach nie ma zwyczaju rozmawiania o pieniądzach. Zarobki są tematem tabu – nie tłumaczymy dzieciom skąd się biorą pieniądze i dlaczego nie można kupić wszystkiego. W efekcie dzieci myślą, że rodzice chodzą do pracy bawić się z innymi rodzicami, a pieniądze wyciąga się ze ściany (czyli bankomatu). Dorośli tłumaczą się, że nie chcą zrobić z dzieci materialistów, że maluchy muszą przede wszystkim nauczyć się współczucia i dzielenia się z biednymi, a rozmawiając z nimi o finansach uczymy je chciwości.

Tymczasem dzieci interesują się finansami i ekonomią. Dlatego warto już od wczesnych lat tłumaczyć im, czym są pieniądze i jak nimi zarządzać. Jak to robić? Dobrym pomysłem jest dawanie dzieciom kieszonkowego lub zabawa w sklep. Statystyki pokazują, że 60 proc. dzieci w wieku od 7 do 14 lat otrzymuje na swoje wydatki średnio ok. 10 zł miesięcznie. Kilkanaście procent dzieci otrzymuje dwa razy więcej. Nie wystarczy jednak dawać pieniędzy, istotne jest wytłumaczenie dzieciom, jak nimi gospodarować. Jeśli maluch wyda całe miesięczne kieszonkowe w ciągu pierwszego tygodnia i usłyszy od rodziców, że nie dostanie więcej w tym miesiącu, zrozumie jaka jest ich wartość. Dobrą szkołą oszczędzania jest także pokazywanie dzieciom, jakie korzyści czerpią z systematycznego odkładania, np. że wrzucając do skarbonki co tydzień złotówkę, za miesiąc będą mogły same sobie kupić daną zabawkę.

Instytucje finansowe już dawno zauważyły potencjał jaki tkwi w najmłodszych klientach – wiele banków posiada specjalne konta oszczędnościowe dla nastolatków. Ciekawym rozwiązaniem jest również zakup polisy posagowej i tłumaczenie dziecku, że co miesiąc wpłacamy tam dla niego pieniądze oraz pokazywanie jak ta suma się powiększa.
Badania pokazują, że zaledwie 13 proc. najmłodszych obywateli posiada oszczędności. A jak mówi stare przysłowie „czym skorupka za młodu nasiąknie…”. Może więc warto przełamać tabu i zamiast kolejnej zabawki kupić dziecku edukacyjną grę finansową?

W tekście wykorzystano wyniki badań:
Wiedza ekonomiczna u dzieci w wieku 9–12 lat, Raport z badania ilościowego przygotowany dla NBP przez Instytut Studiów Społecznych, luty 2008
Badanie „Maluchy” MillwardBrown SMG/KRC, 2009

Masz pytania dotyczące ubezpieczeń, inwestowania, oszczędzania czy emerytury? Chętnie pomożemy.
Zadaj pytanie

Masz pytania dotyczące ubezpieczeń, inwestowania, oszczędzania czy emerytury? Chętnie pomożemy.

zadaj pytanie