Czy Polacy wolą „mieć”, czy „być”?

Czy Polacy wolą „mieć”, czy „być”?

„Być” czy „mieć”? To pytanie towarzyszy ludzkości prawdopodobnie od zarania dziejów. Od wieków poszukujemy szczęścia opartego na idealnych proporcjach pomiędzy zaspokajaniem potrzeb materialnych i duchowych. Filozofowie wciąż podkreślają znaczenie „być”, a jednocześnie proza życia i jego stale zmieniający się styl utrzymują silne zaangażowanie ludzkości w działania na rzecz „mieć”. Spór jest stary jak świat więc nawet nie próbujemy go rozstrzygnąć. Możemy się jednak zastanowić, jak my – Polacy na początku XXI wieku – odnajdujemy się w tej rzeczywistości.

Nie ulega wątpliwości, że w ostatnim 20-leciu polskie społeczeństwo najwięcej wysiłku włożyło w „nadganianie” tzw. opóźnień cywilizacyjnych. W praktyce oznaczało to konieczność dopasowania się do gospodarki wolnorynkowej, czyli rozwój kariery, budowę przedsiębiorczości, zarabianie pieniędzy i edukację. Wszystko to doprowadziło do poprawy przeciętnego statusu materialnego, wzrosła siła nabywcza polskiej waluty, pojawiła się też możliwość korzystania z łatwo dostępnych kredytów. To spowodowało trwającą od wielu lat hossę zakupów, czyli mówiąc wprost - wzrost konsumpcji. Kupowaliśmy samochody, telewizory, budowaliśmy domy i mieszkania. Spragnieni dóbr materialnych, po blisko półwieczu komunizmu zaspokajaliśmy potrzebę posiadania i własności. Zachłyśnięci konsumpcją Polacy przez dwie dekady żyli na 100 procent, zorientowani zdecydowanie na to, by „mieć”.

Jednak nasze podejście do życia po 1989 roku nie pozostało bez wpływu na to, jacy jesteśmy teraz i w jaki sposób podchodzimy dzisiaj do tego, kim chcielibyśmy być i jak chcielibyśmy się realizować. Przez lata przyzwyczailiśmy się do codziennej pogoni za pieniądzem, jednak obecnie coraz częściej pojawia się refleksja, zaczynamy „łapać oddech” i myśleć o sobie. Co to oznacza? Z badań wynika, że dzisiaj rośnie znaczenie życia rodzinnego, a coraz mniejszą wagę przykładamy do aspiracji zawodowych. Odkąd okazało się, że tytuł magistra, czy licencjat nie gwarantuje sukcesu zawodowego, zmienia się także nasze podejście do edukacji. Zaczynamy pragmatycznie poszukiwać balansu miedzy zaangażowaniem w pracę zawodową i zarabianiem pieniędzy, a realizacją rodzinnych i osobistych aspiracji. Hedonistyczne zaspokajanie potrzeb materialnych powodowało, że zagłuszaliśmy wewnętrzny głos, który coraz dobitniej i wyraźniej pyta: Dlaczego nie żyję na 100 procent, czy nadal chcę „mieć”, czy ważniejsze jest jednak, aby „być”?.

W tym momencie zwykle zaczynamy dochodzić do wniosku, że nie da się oddzielić obu tych spraw, bo żeby „być”, trzeba „mieć”. Poszukiwanie odpowiedzi, czy jesteśmy zwolennikami tylko jednej z tych postaw zdaje się przypominać dylemat „Kogo kocham bardziej – mamusię czy tatusia?”. Tymczasem najbliżej nurtu „życia na 100 procent” można się znaleźć pamiętając nie tylko o konieczności zapewnienia sobie materialnego bytu i komfortu, ale i możliwości realizowania potrzeb, którym pieniądze mogą w najlepszym wypadku zaledwie pomóc.

Zaniedbane „mieć” zazwyczaj oznacza we współczesnym świecie trudne do osiągnięcia „być”, ponieważ przestajemy posiadać wystarczające środki na samorealizację. Z kolei nadmierne skupienie na materialnych potrzebach – przedziwnych i wymyślonych – w dłuższej perspektywie powoduje zgorzknienie wynikające z tego, że nie czerpiemy z życia radości, ponieważ zrezygnowaliśmy z „być” zabiegając o dobra materialne. Można oczywiście korzystać z wygodnych zdobyczy współczesności, ale należy robić to rozsądnie. Dobrym przykładem są kredyty konsumpcyjne, które pozwalają – jak zachęcają reklamy – spełniać marzenia. Czyli na pozór można jednocześnie „być” i „mieć”. Trzeba jednak pamiętać, że długi trzeba spłacić, więc raczej nie należy entuzjastycznie realizować siebie i swoich marzeń na kredyt.

Od kiedy ludzie zeszli z drzew i nauczyli się pracować, zaczęli też myśleć o przyszłości. Początkiem takiego zachowania było prawdopodobnie stworzenie narzędzia pracy, które - po jej zakończeniu - nie zostało wyrzucone, lecz odłożone do ponownego wykorzystania. Przewidywanie przyszłości pozwoliło człowiekowi zaspokajać późniejszymi działaniami jego przyszłe potrzeby. Tym sposobem ludzkość rozwijała się naturalnie, zarządzając posiadanymi i pomnażanymi dobrami oraz wynalazkami. Od tego momentu człowiek niejako skazał się w pewien sposób na „mieć”. Na przestrzeni wieków rosło znaczenie dóbr materialnych, które coraz bardziej ułatwiały życie. A im więcej ułatwień i kolejnych wynalazków, tym więcej pieniędzy trzeba zarabiać, by dochować kroku współczesnym standardom. W młodości staramy się zdobyć środki na dostatnie i spokojne życie w przyszłości. W wielu wypadkach zajmuje to nam jednak tak wiele czasu i wymaga tak wiele wysiłku, że odkładane na przyszłość pragnienie, by zacząć wreszcie „być”, rozmywa się w codziennej i przepełnionej obowiązkami rutynie. W efekcie to właśnie bardzo poważne podejście do zabezpieczenia szczęśliwej przyszłości może doprowadzić do tego, że sami się jej pozbawiamy.

W idealnym świecie „życie na 100 procent” powinno nam towarzyszyć na co dzień. Trudno to osiągnąć, jeśli zbytnio skupimy się na przyszłości i będziemy je odkładali na później. Jeszcze trudniejsze może się okazać na dłuższą metę bezrefleksyjne życie chwilą. Nie zwracając uwagi na to, co będzie za X lat sami możemy się bowiem skazać na sytuację bez wyjścia, w której będziemy zmuszeni na 100 procent zaangażować się w zapewnienie sobie podstaw bytu.

Jak więc znaleźć na całe życie właściwe proporcje pomiędzy „być” i „mieć”? Jak żyć na 100% dzisiaj, by nie zaprzepaścić swojej przyszłości? Jak zabezpieczyć przyszłe „mieć”, a jednocześnie „być” już dzisiaj, nie rezygnując z własnych pragnień? Na te pytania każdy z nas musi odpowiedzieć sobie samodzielnie. Za bardzo się różnimy od siebie, by jedną uniwersalną odpowiedzią rozwiązać zagadkę, nad którą głowimy się od pokoleń.

Komentarz eksperta Szkoły Głównej Handlowej

Choć postawione w komentarzu pytanie wydaje się być bardzo proste, to nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi. „Być” i „mieć” są ze sobą w społeczeństwie konsumpcyjnym mocno powiązane lub nawet uwikłane we wzajemne zależności i miejscami nie sposób mówić o nich rozłącznie.

Po raz kolejny w wyjaśnieniu pewnych prawidłowości pomagają nam badania sondażowe. Jak wynika z badania CBOS (1):

  • W porównaniu z rokiem 1988 niemal dwukrotnie wzrosła liczba Polaków uważających się za ludzi szczęśliwych (33%). Nie zmienił się jednak odsetek osób mających poczucie życiowego pecha (16%). Nadal największa grupa badanych (51%, spadek o 14 punktów) deklaruje, że „różnie bywa”,

  • W latach 1994–2009 wzrósł poziom ogólnej satysfakcji życiowej Polaków – przybyło osób zadowolonych z życia (o 14 punktów, do 67%), a ubyło niezadowolonych (o 6 punktów, do 5%),

  • Od 1994 roku zwiększyło się zadowolenie Polaków przede wszystkim z materialnych warunków oraz z sytuacji finansowej. W porównaniu z rokiem 1994 wzrosła też satysfakcja z przebiegu pracy zawodowej, a od roku 1999 zwiększyło się zadowolenie ze stanu własnego zdrowia oraz z miejsca zamieszkania.


Samoocena badanych jest silnie zróżnicowana społecznie i zależy głównie od ich położenia społeczno-ekonomicznego. Im lepsze warunki materialne, wyższe dochody na osobę w rodzinie, wyższe wykształcenie i pozycja zawodowa, a także im większa miejscowość zamieszkania, tym na ogół częstsze poczucie życiowego szczęścia. Pozytywną samoocenę w tym względzie częściej od innych deklarują też najmłodsi badani (w wieku od 18 do 24 lat) oraz uczniowie i studenci. Natomiast za pechowców uważają się respondenci znajdujący się w trudnym położeniu życiowym – przede wszystkim ci, którzy doświadczyli rodzinnej traumy, są rozwiedzeni lub pozostają w separacji (38%), oraz żyjący w złych warunkach materialnych (36%), najgorzej sytuowani – o dochodach poniżej 500 zł per capita (28%), mający wykształcenie podstawowe, robotnicy niewykwalifikowani, renciści (po 26%), bezrobotni (24%), a także rolnicy (22%).
Warto zastanowić się co jest źródłem największej satysfakcji życiowej Polaków. Nadal pozostając w sferze wyników badań CBOS, należy zauważyć, że Polacy czerpią zadowolenie przede wszystkim z życia rodzinnego oraz z więzi z przyjaciółmi i swoimi „małymi ojczyznami”. Pod koniec 2009 roku powszechne były wśród rodziców deklaracje zadowolenia ze swoich dzieci (91%, w tym 70% przyznało, że są z nich bardzo zadowoleni), zdecydowana większość małżonków wyrażała też zadowolenie ze swojego związku (81%). Zdecydowana większość badanych (83%) jest także zadowolona z przyjaciół, osób bliskich spoza rodziny, jednak tylko niespełna jedna trzecia (31%) określa te więzi jako bardzo satysfakcjonujące. Do 2007 roku powoli, z wahaniami, rosło zadowolenie Polaków z miejsca zamieszkania, jednak w ostatnich dwóch latach wzrost ten uległ zahamowaniu. Poziom satysfakcji w tej dziedzinie wiąże się przede wszystkim z warunkami materialnymi gospodarstw domowych respondentów – im są lepsze, tym większe zadowolenie ze swojej „małej ojczyzny”.

Tyle badania sondażowe CBOS – jak widać wchodzimy w sferę wartości uniwersalnych, oderwanych od zwykłego „mieć” – dobra materialne zapewniają pewien standard, podnoszą hedonistyczny wymiar życia w społeczeństwie konsumpcyjnym, budują wizerunek naszej zamożności – którym lubimy się pochwalić przed innymi. Jednakże jak pokazują przytoczone badania, nie są źródłem satysfakcji życiowej Polaków. To rodzina, jakość związku, obserwowanie rozwoju i osiągnięć własnych dzieci, przyjaciele i „małe lokalne ojczyzny” – to główne czynniki satysfakcji życiowej Polaków. A więc – Polacy, istoty ewidentnie społeczne – w dobrych interakcjach międzyludzkich odnajdują swoje zadowolenie.

Jak wspomina w swych analizach A. Jasińska – Kania (2), wartości uznawane przez Polaków są bardziej tradycjonalistyczne niż wartości dominujące w czołówce najbogatszych krajów zachodnioeuropejskich. Wyraźna jest też w Polsce przewaga wartości materialistycznych nad postmaterialistycznymi, która zwiększyła się w latach dziewięćdziesiątych, kiedy silnie odczuwane były wartości bezpieczeństwa i utrzymania porządku w kraju. Jednakże dane z 2005 r. i 2008 r. ukazują zmniejszenie rangi tych wartości i wzrost znaczenia postmaterialistycznych wartości swobód politycznych i wolności słowa.  Praca zajmuje drugie miejsce wśród wartości szczególnie wysoko cenionych. Uznawana jest przez Polaków za wartość samą w sobie, lecz w życiu codziennym odczuwane są przede wszystkim jej wartości instrumentalne: dobre zarobki i pewność pracy.

Znaczenie przywiązywane do wartości religijnych jest także cechą wyróżniającą Polaków na tle europejskim. Polska należy – obok Malty, Rumunii, Grecji i Irlandii – do grupy krajów europejskich o najwyższych wskaźnikach deklaracji wyznawania religii (95%).

Tyle badania. Zapewne, postmaterializm będzie wartością obejmująca coraz szerszy krąg społeczeństwa, choć instytucje rynkowe nie pozwolą przysłowiowym „Kowalskim” uciec od pokus świata konsumpcji. Rzecz jasna, zbyt wielu pracuje na to by  dobra i usługi konsumpcyjne, wiodły „motyli żywot” – by szybko zaspokajały potrzeby nabywców i szybko się im nudziły, tak by nowe produkty zajmowały ich miejsce.

Myślę, że jako rozwarstwione dochodowo społeczeństwo jesteśmy na drodze ku postmaterializmowi czyli sytuacji w której „być” zaczyna przeważać nad „mieć”. Awangardowa czołówka właśnie zbliża się do mety z napisem POSTMATERIALIZM, zasadnicza część społeczeństwa dojedzie tam w ciągu najbliższych 5-10 lat, reszcie pozostaje perspektywa 2030.


Prof. dr hab. Małgorzata Bombol
Kolegium Zarządzania i Finansów
Katedra Poziomu Życia i Konsumpcji


(1) „Aktualne problemy i wydarzenia”  badanie CBOS, 2–9 grudnia 2009 roku, http://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2010/K_003_10.PDF

(2) A. Jasińska –Kania, Co cenią Polacy, http://www.academia.pan.pl/dokonania.php?id=493&jezyk=pl

Masz pytania dotyczące ubezpieczeń, inwestowania, oszczędzania czy emerytury? Chętnie pomożemy.
Zadaj pytanie

Masz pytania dotyczące ubezpieczeń, inwestowania, oszczędzania czy emerytury? Chętnie pomożemy.

zadaj pytanie