To, jak postrzegamy nasze szanse na korzystanie z życia w pełni, pokazują wyniki najnowszego badania przeprowadzonego na zlecenie PZU w ramach kampanii „Życie na 100%”.
Percepcja hasła „Życie na 100%” okazała się wśród pytanych niejednoznaczna. Spontanicznie kojarzyli je m. in. z beztroską, szaleństwem i pośpiechem. Jednak w głębszej dyskusji pojawiły się trzy główne nurty postrzegania pełnej samorealizacji.
Pierwszy z nich to model życia „na maxa”, budzący dystans wszystkich pytanych - poza młodymi singlami-mężczyznami. Model ten określa życie bardzo intensywne, ryzykowne, nastawione na szybką realizację własnych zachcianek, a przy tym dość egoistyczne. Na przeciwległym biegunie znalazło się osiąganie spełnienia poprzez budowę udanych relacji rodzinnych, bardzo silnie akceptowane społecznie. W tym przypadku badani z jednej strony wskazywali bezpieczeństwo, spokój, poczucie kontroli nad własnym życiem, z drugiej zaś często mówili o zredukowaniu własnych potrzeb, poświęceniu oraz pewnej rutynie. Kolejnym wskazywanym przez pytanych sposobem samorealizacji było spełnianie swoich marzeń i planów, samodoskonalenie, lepsze poznawanie siebie. Taki pogląd okazał się szczególnie popularny wśród singli, którzy dość często gotowi byli rezygnować z budowania więzi rodzinnych na rzecz własnego rozwoju.
Druga część badania służyła zdefiniowaniu postaw Polaków wobec określenia „Życie na 100%”. Niewielu pytanych łączyło możliwość czerpania pełnej satysfakcji z życia z długofalowym, przemyślanym procesem planowania swojej przyszłości, a co za tym idzie – także i swoich finansów. Co więcej, duża część pytanych wskazywała na sprzeczność pomiędzy realizacją idei „Życia na 100%” a oszczędzaniem, które wymaga ich zdaniem ciągłych wyrzeczeń. Jeśli Polacy decydują się na oszczędzanie, najczęściej robią to w trybie kilkumiesięcznym, bądź maksymalnie 2-3-letnim. Wolą również trzymać pieniądze „w skarpecie”, obawiając się nowoczesnych narzędzi finansowych. Wynika to z błędnego przekonania, że do inwestowania niezbędne są bardzo duże kwoty. Podobna sytuacja dotyczy również planowania emerytury. Z jednej strony badani mają świadomość, że przy obecnym systemie emerytalnym ich standard życia po zakończeniu pracy się obniży, z drugiej jednak bardzo rzadko podejmują działania, które mogłyby temu zapobiec.